Strona główna

Poszukiwania domu

Dziś chciałabym dokładniej opisać nasze poszukiwania idealnego domu. Jak już wspominałam wcześniej, obejrzeliśmy około 20 domów. Nie będę opisywać każdego z nich, bo niektóre były zupełną stratą czasu. Ale do rzeczy…

Dom numer 1

Piękny dom z bali. Na zdjęciach niesamowicie urokliwy. Położony na skraju lasu, na dużej działce. Dół to kuchnia ze spiżarnią, salon z kominkiem i wyjściem na taras, dodatkowy pokój i pomieszczenie gospodarcze. Na górze cztery sypialnie i sauna. Na działce stała również przestronna altana z piecem. Oczyma wyobraźni widziałam naszą rodzinę i przyjaciół korzystających z ogrodu i wyprawiających co dwa dni grille. Wszystko pięknie i cudownie, ale rzeczywistość zweryfikowała nasze marzenia. Stojąc pośrodku ogrodu czułam się przytłoczona ścianą lasu, która rozpoczynała się tuż za ogrodzeniem. Perspektywa odśnieżania dojazdu do domu oraz ogrzewanie kominkowe (elektryczne jako wspomagające) i brak dobrego internetu szybko ostudziły mój zapał. Nie pozwolono nam również obejrzeć jednego pokoju, bo należał on do chorego męża właścicielki domu i było to dla niej zbyt bolesne. Dodam, że w domu od miesiąca nikt nie mieszkał, a właścicielka nie uczestniczyła w oprowadzaniu po nieruchomości. Oczywiście zdaję sobie sprawę jak ciężkie chwile musiała mieć za sobą, ale trudno mi zrozumieć takie zachowanie, szczególnie w obliczu tego, że ktoś poświęca swój czas i środki na dojazd do domu, a nie może go zobaczyć w całości. Dodatkowo belki były popękane w wielu miejscach i „uszczelnione” prowizorycznie powtykaną wełną. Jak na moje standardy to był ogromny minus. Wyglądało to słabo i na pewno nie było za czyste. Zniechęciła nas również postawa agentki, która nie potrafiła odpowiedzieć na żadne pytanie, a często nawet się irytowała i była zwyczajnie nieuprzejma.

Dom numer 2

Dom pod Zgierzem. Nowy dom, bo zaledwie trzyletni. Urządzony zgodnie ze współczesnymi trendami. Jak dla mnie trochę nudny, pod tym względem, że nie miał tzw. smaczków. Prosta biała kuchnia, nowoczesny kominek. Ale bez wątpienia z bardzo dobrym rozplanowaniem pokoi i nie wymagający żadnego remontu. Mnie urzekła okolica, bliskość lasu i ładne domki w sąsiedztwie. Mojemu mężowi przeszkadzała nieduża działka i okno sąsiada wychodzące wprost na taras. Dla mnie nie było to większym problemem. W końcu w tym momencie mamy sąsiadów prawie z każdej strony i nie uważam żebyśmy byli dla kogoś na tyle interesujący żeby chciało mu się nas obserwować. A jeżeli kogoś fascynuje sąsiad siedzący na tarasie, to proszę bardzo, cieszę się, że mogę dostarczyć rozrywki. Mimo tego dom ten był długo na naszej liście rezerwowej. Miał wszystko czego potrzebowaliśmy i był naprawdę ładny. Wymagał jedynie odświeżenia ścian i zainwestowania w garderobę, na którą moglibyśmy bez problemu wygospodarować miejsce. Co mi się w nim podobało to również to, że przy wejściu do garażu została ulokowana duża szafa wnękowa. Uważam, że to bardzo wygodne rozwiązanie. Oprócz tego dom oferował pralnię, której część mogłaby służyć za spiżarnię.

Dom numer 3

Duży dom, w którym moi teściowie mogliby mieć swoją prywatną część: sypialnie z osobną garderobą i łazienką. Miał bardzo dobry rozkład i był zaledwie 10 minut samochodem od pracy mojego męża. Niestety cierpiał na ABK, czyli Absolutny Brak Kominka, miał śmiesznie małą działkę, a przez to sąsiada przyklejonego praktycznie z każdej strony. Mimo tego, że był to dom zaledwie dwuletni, miał bardzo brzydką kuchnię, a to jak wiadomo, jest spory wydatek.

Dom numer 4

Dom pod Zduńską Wolą. Wielkie oczekiwania i równie wielki zawód. Do domu przynależał kawał lasu, co bardzo cieszyło mojego męża. Niestety, nieruchomość, mimo rzekomych prawie 200 m, okazała się bardzo mała. Nie wiem czy to było wprowadzenie w błąd potencjalnych kupujących, czy po prostu fatalne rozplanowanie przestrzeni, ale salon był o połowę mniejszy niż ten, który mamy aktualnie. Do tego w domu było zejście do ciemnej dziury w ziemi, zwanej piwnicą, po stromej drabinie. Jestem więcej niż przekonana, że ja bym tam NIGDY nie zeszła.

Dom numer 5

Najdroższy dom z wszystkich, które oglądaliśmy. Duży, energooszczędny, z zadbanym ogrodem, oranżerią i piękną drewnianą kuchnią. W dodatku zaledwie 16 minut samochodem od Łodzi. Widać, że przy budowie tego domu nikt nie żałował pieniędzy. Wszystko było porządne, wykonane z dobrych materiałów. Niestety, słaby dojazd, brak jakiegokolwiek sklepiku w pobliżu i cena, która nie była do negocjacji trochę nas zniechęciły.

Dom numer 6

Kolejny dom w okolicy Zgierza. Położony w lesie, ale z kilkoma sąsiadami w pobliżu, co sprawiało, że okolica nie była aż tak przytłaczająca jak w przypadku domu z bali. Ten dom również był wybudowany z najwyższą starannością. Takie rzeczy po prostu widać na pierwszy rzut oka. Minusem jego była mała kuchnia oraz płytki na całej powierzchni parteru. Nie lubię takiego rozwiązania, szczególnie, że w domu nie było ogrzewania podłogowego. Szybko wyobraziłam sobie jak nieprzyjemne musi być chodzenie po takiej posadzce zimą. Tutaj znowu, mimo sporego metrażu, dom wydawał się mały i nie oferował nam wszystkiego czego potrzebujemy. Brakowała również dodatkowego pokoju dla gości czy gabinetu na dole.

Dom numer 7

Tutaj rozpoczynamy przygodę z bełchatowskim rynkiem nieruchomości. Pierwszy dom to był pewnego rodzaju upgrade tego co mamy aktualnie. Za naszym obecnym domem stoi gazownia i jej parking jest bezpośrednim sąsiadem. To całkiem miłe sąsiedztwo, bo w weekendy i po południu mamy ciszę i spokój. Rano też tak naprawdę parkujące samochody nie są w ogóle uciążliwe, bo odgradza nas od nich mur i rząd tuj. W bełchatowskim domu z działką graniczyło przedsiębiorstwo wod-kan. Już z tego co mogliśmy zaobserwować przez tę chwilę przebywania w ogrodzie, mieliśmy pewność, że ten sąsiad nie będzie taki cichy i nieuciążliwy. Dom sam w sobie był naprawdę ładny i robił duże wrażenie. Jednak jego wystrój to typowa końcówka lat 90-tych w wersji na bogato. Wymagał remontu i to kompleksowego. Może nie takiego na „już”, bo wszystko było czyste i dobrze utrzymane. Po prostu trąciło przysłowiową myszką. Zresztą właścicielka domu postawiła mężowi ultimatum: albo robimy remont albo budujemy nowy dom. I ja ją całkowicie rozumiem.

Dom numer 8

Dom, w którym zakochaliśmy się z miejsca. Genialna lokalizacja, na końcu ślepej i cichej uliczki, ale w pobliżu dużych sklepów, szkoły i ogólnie rzecz ujmując cywilizacji. Może zacznę od peanów na temat ogrodu. Dom częściowo był porośnięty winoroślą. Wyglądało to po prostu obłędnie. Na placu można było znaleźć miejsce na ognisko, altankę oraz małe oczko wodne z rybkami. Do tego bardzo urokliwy taras, którego zabudowa była wykonana z drewna. W środku biała prosta kuchnia (nic szczególnego, ale czysta i raczej nowsza, natomiast od początku miałam poczucie, że nie pasuje do reszty), jadalnia i salon jako jedna przestrzeń. Mała toaleta, z której przechodziło się do pralni ukrytej za drzwiami, które wyglądały jak szafa w zabudowie. Tam też znajdowała się wanna gospodarcza. Świetna rzecz do np. kąpania psów czy mycia obłoconych butów. Na dole również znajdowała się sypialnia z prywatną łazienką i garderobą. Oprócz tego na parterze można było znaleźć nieduży pokój z antresolą! Powiem, że nie tylko dzieci oszalały na punkcie tego pomieszczenia. Na półpiętrze znajdował się ogromny pokój. Na pierwszym piętrze dwie łazienki (jedna obok drugiej, to trochę było dla mnie bez sensu) oraz duża sypialnia (naprawdę ogromna) i gabinet z garderobą. Wisienką na torcie była fotowoltanika i pompa ciepła, co sprawiało, że utrzymanie tak dużego domu nie napawało grozą. Dom oczywiście, jak każdy, miał też swoje minusy: pokoje na górze, które były chyba aż za duże. Wolałabym żeby były mniejsze, ale liczniejsze. Dwie łazienki obok siebie to też głupota. W jednej była wanna w drugiej prysznic. Wydaje mi się, że lepiej byłoby zrobić jedną duża i porządną łazienkę. Przy aktualnym rozkładzie w domu były w sumie 4 takie pomieszczenia! W dodatku kolorystyka pozostawiała wiele do życzenia: jedna było obłożona płytkami w duecie niebieski plus żółty (żółta ścieżka prowadziła prosto do kibelka, zapewne bardzo przydatne nocą), a druga była beżowo czarna z dekorem w egipskie zawijasy. Mimo wszystko to były kwestie kosmetyczne (chociaż drogie w naprawie) i doceniliśmy to co najważniejsze, czyli rozkład i potencjał jaki miał ten dom. Właściwie z miejsca wiedzieliśmy, że chcemy złożyć ofertę. Dlatego od razu zaczęliśmy podpytywanie: od kiedy byłby wolny, czy cena jest do negocjacji itd. Od razu też wyczułam, że coś jest nie tak. Właściciele odpowiadali dość niepewnie, zastanawiali się gdzie się wyprowadzą, bo mieli budować nowy dom, ale ceny materiałów budowlanych wzrosły i już nie wiedzą czy się opłaca, co z kotami, nie mogą przecież z nimi się przenieść tymczasowo do bloku, bo doznają szoku….Zadałam jedno proste pytanie: „czy zamierzają ten dom sprzedać” i tu znowu niepewne „nooo tak, ale…” Na drugi dzień złożyliśmy naszą ofertę, czym bardzo uradowaliśmy agentkę, ale nie do końca właścicieli. Jak się okazało, właściciele domu już nie byli tak podekscytowani i cztery dni później oznajmili, ze nie zamierzają tej nieruchomości jednak sprzedawać. Nie chcę dramatyzować, ale to był dla nas naprawdę spory cios. Już widzieliśmy naszą rodzinę w tym miejscu. Cieszyliśmy się, że będziemy mieć taki piękny ogród i tyle przestrzeni. A tu taka wiadomość. Przez kilka następnych dni przeglądaliśmy zupełnie zrezygnowani kolejne ogłoszenia i wszystko porównywaliśmy do tej nieruchomości. Oczywiście każdy dom, według nas, nie dorastał do pięt temu, w którym się zakochaliśmy. W dodatku, w międzyczasie sprzedaliśmy nasz dom i zaczynaliśmy się trochę stresować całą sytuacją.

Dom numer 9

Żeby być zupełnie uczciwą muszę przyznać, że ten dom miał dużego pecha, bo oglądaliśmy go zaraz po tym na który finalnie się zdecydowaliśmy. Oczarowani i już chyba trochę zakochani w wiejskim domu pojechaliśmy oglądać tę nieruchomość. Tutaj niestety spotkało nas spore rozczarowanie. Działka funkcjonowała w zasadzie tylko przed domem. Taras kończył się już na ogrodzeniu sąsiada. W dodatku, córka właścicielki z radością oświadczyła, że to był kiedyś ich teren, ale sprzedali go komuś kto miał tu budować magazyny. Jak widać na ten moment niczego nie wybudował, także nie ma problemu….Szczerze mówiąc, nie wiem czy ktokolwiek kupi ten dom po usłyszeniu takiej informacji.

Dom numer 10

Piękny dom, świeżo po remoncie. Tutaj trochę zapaliła mi się czerwona lampka, bo po co remontować dom żeby go zaraz sprzedawać? Potem uprzytomniłam sobie, że w zasadzie my robimy dokładnie to samo. Kuchnia była niemalże kopią naszej aktualnej, tylko w wersji xl. Ten sam piekarnik, te same szafki i nawet identyczne płytki na ścianie! Chociaż to była kolejna biała kuchnia (a mam ich już serdecznie dosyć), to zwyczajnie mi się podobała. Duży stół w części jadalnianej i obszerny salon oraz mała toaleta na dole i pomieszczenie gospodarcze. Tutaj znowu brakowała mi tego dodatkowego pokoju na parterze. Ten dom również cierpiał na ABK, ale dobra wiadomość jest taka, że było przygotowane miejsce na kominek i ten brak mógł być w miarę sprawnie uzupełniony. Na górze spora łazienka i trzy sypialnie oraz pokój z garderobą. Ogród pusty i trochę bezpłciowy: trawa i tuje. Obok domu stał też duży dwustanowiskowy garaż, co było bardzo miłym dodatkiem. Bardzo dobra lokalizacja, bo prawie w centrum Bełchatowa. Ogólnie dom zadbany i naprawdę ładny. Poważnie braliśmy go pod uwagę i myślę, że finalnie byśmy zdecydowali się właśnie na tę nieruchomość, gdyby nie to, że znaleźliśmy „nasz” dom.

Ale o tym napiszę już innym razem, bo myślę, że TEN dom zasłużył na swój własny osobny wpis😊

Zdjęcia nie sa moja wlasnocia.