Strona główna

Polityka w domu

Typowe jesienne popołudnie. Pada deszcz, wieje wiatr, a rodzina Zakrzewskich krząta się zajęta swoimi sprawami po domu. Mama testuje suszenie grzybów w piekarniku, klnąc na czym świat stoi, w myślach oczywiście, na nowoczesne piekarniki, w których to nie da się uchylić w trakcie pracy drzwiczek, ponieważ automatycznie się wyłączają. Tata właśnie skończył grać z dziećmi w grę. Wszyscy są raczej w dobrych humorach. Czas na podwieczorek. Nastawiono czajnik z wodą na herbatę i wyciągnięto ciasteczka na talerzyk.

– Emilko, macie z Tymkiem po trzy ciasteczka na głowę – powiedziała mama.

Emilka cała uszczęśliwiona perspektywą przyjęcia sporej dawki cukru, pognała do stołu z talerzykiem wypełnionym łakociami. Za nią pobiegł też Tymek. W całej tej radosnej atmosferze kręcił się też tata, który opowiadając jakąś historię z życia wziętą, podbierał dzieciom ciastka. Sześć ciastek zniknęło w oka mgnieniu. Emilka dała natychmiastowy wyraz swojemu niezadowoleniu.

– Jak to? Każdy miał po trzy! – przypomniała mama.

– Ale ja zjadłam dwa! – obruszyła się Emilka.

– Ja też dwa – powiedział beznamiętnie Tymek, wzruszając ramionami.

– Ja też zjadłem dwa – dodał tata.

– No to wszystko jasne. Podaj proszę, kochanie, dzieciakom po jeszcze jednym ciasteczku.

– A nie! Te dwa ciasteczka to podatek – zaoponowała „głowa rodziny”.

– Co!? Co to jest poradek? – zdziwiła się mocno poruszona Emilka.

– Podatek. Dostałaś trzy ciasteczka, ale przyszło państwo i zabrało jedno. Tak samo jest jak chodzisz do pracy: mówią Ci, że będziesz zarabiać jakąś kwotę, a potem przychodzi wypłata i jest zaskakująco niższa od tego co Ci obiecali – zaczął objaśniać tata.

-Ale ja nie chcę żadnego podatku! Ja chcę zjeść ciasteczko … – przerwała zasmucona Emilka.

-No ale spójrz, Mila, państwo musi mieć podatki żebyś mogła chodzić do szkoły za darmo i do lekarza…

-Taaak? To co dzieci mają z tych ciastek, które im zjadłeś? – zainteresowała się mama.

-No wiesz… będę zdrowy, najedzony i w domu coś naprawię…

W tym czasie Tymek cały czas skakał na lewej nodze, nie czując się przy tym zupełnie pokrzywdzony przez państwo … tfu… tatę. Opiekunka domowego ogniska zdawała się być bardzo rozbawiona całą sytuacją, ale żal jej było Mili, której koncepcja podatków wyraźnie nie przypadła do gustu.

– Daj im ciasteczko, przecież obiecałam, że dostaną trzy.

– No właśnie! Mama obiecała – potwierdziła ochoczo Emilka.

– Należy im się – dodała mama.

– O! I mama to takie PiS. Każdemu się należy – podsumował tata.

– A ja nie muszę tego ciastka – powiedział Tymek, skacząc na prawej nodze dla odmiany.

– A Tymek to liberał. Jemu w sumie nie zależy.

– Nie zależy mi, nie zależy mi… – synek zaczął podśpiewywać pod nosem. Tymczasem Emilka rozpoczęła swój protest na dobre.

– Dajcie mi! Dajcie mi!

– Oho, lud przemówił. – stwierdził tata krztusząc się ze śmiechu.

– Chodź już, chodź, PiS da – zamknęła dyskusję mama.